Nie bój się wielkiego kroku - nie pokonasz przepaści dwoma małymi"
David Lloyd George

O naszej Podróży dookoła Świata do Was.

Otavalo

Ekwadoru ciąg dalszy

Minęło już trochę czasu do naszego pobytu w Ekwadorze. Jest to jeden z najpiękniejszych krajów jakie dotąd widzieliśmy. Oczywiście nie dlatego, że dostaliśmy w kość pierwszego dnia, ale dlatego że większa część kraju położona jest w górach. Miasta, miasteczka, wioski pięknie wkomponowują się w wąskie doliny, domki przyklejone do pagórków tworzą niesamowitą kompozycję, do tego lokalne, kolorowe stroje kobiet nadają klimat i charakter. No i wulkany, te czynne i te wygasłe, które wyrastają daleko w niebo, pozostawiając daleko w tyle inne pagórki, wspaniale kontrastując z otoczeniem. Ludzie są bardzo mili, pomocni i gościnni. Na ulicach widać panującą biedę, ludzie natomiast pozostają wciąż uśmiechnięci. Stały rytm życia utworzył pewnie prosty schemat, do którego przywykli, dlatego widać tutaj uśmiech i radość. Tutaj nie szokują kontrasty. Nie widać ogromnych różnic społecznych, które spotkaliśmy na Karaibach czy w Wenezueli. Ceny przystępne, transport autobusami doskonale zorganizowany i stosunkowo niedrogi, ogromny wybór noclegowni na każdą kieszeń, jedzenie dobre, no i to czego można pozazdrościć, to bogaty wybór tanich owoców, które na ryneczkach mienią się tysiącami kolorów. Nareszcie :)

Po pierwszym dniu pełnego niespodzianek (na naszym ubraniu ;) ), kolejne były już spokojne i bezpieczne. Nauczyliśmy się kiedy i w jaki sposób wyciągać aparaty. Gdzie nie wchodzić i jak obserwować, co dzieje się dookoła nas. Drugiego dnia dokończyliśmy to co zamierzaliśmy zrobić pierwszego, czyli wybraliśmy się na zwiedzanie Starego Miasta. Udało się. Bez większych przygód przechadzaliśmy się uliczkami Quito. Na pierwszy rzut oka handel, handel i jeszcze raz handel. Ludzie sprzedają wszystko i wszędzie. W sklepikach, na chodnikach, na ulicach, w autobusach. Chodzą obwieszeni torbami, podchodzą do przechodniów i proponują przeróżne rzeczy, od słodyczy, owoców i lodów do płyt CD, plastikowych pasków i płaszczyków przeciwdeszczowych, czy parasolów. Na każdym kroku jest bar uliczny, w którym można zjeść śniadanie, czy obiad za ok. 2 dolary. Śniadanie to przede wszystkim jajecznica na masełku i świeże bułeczki, których nie powstydziliby się najlepsi francuscy piekarze. Do tego owoce lub sok z nich wyciskany.

Oczywiście trzeba uważać. Ludzie w Ekwadorze, w Peru, jak i w całej Ameryce Południowej, traktują złodziei jak zło konieczne. Nie jako bandytów, ale jak osoby, którym się współczuje, bo oni po prostu nie mają za co żyć. Bardzo ważne jest nie obwieszać się gadżetami, zwracać uwagę na to co dzieje się dookoła, nie wyróżniać za bardzo w tłumie i stosować się to podstawowych zasad bezpieczeństwa. Należy pamiętać, że tak jak w każdym mieście, są uliczki po których się po prostu nie chodzi, zwłaszcza po zmroku.

Z Quito zrobiliśmy trzy jednodniowe wycieczki fakultatywne :). Po jeździe lokalnym autobusem dotarliśmy do Otavalo. Miejsce gdzie definitywnie powinien odwiedzić każdy, kto chce zobaczyć prawdziwy Ekwadorski targ, pełen kolorów, zapachów, magii pięknie ubranych w tradycyjne stroje Indianek. Zwłaszcza w soboty Otavalo staje się jednym wielkim targiem. Na większości uliczek znajdują się stragany. Całe miasteczko podzielone jest na obszary, w których sprzedaje się zwierzęta, warzywa, owoce, mięso, sprzęty domowe, ubrania itp.. Oczywiście nie może też zabraknąć miejsca, typowo zorganizowanego pod turystów. Jest to centralna część miasteczka, gdzie można podziwiać tradycyjne wyroby mieniące się kolorami tęczy. Od wisiorków i bransoletek, po piękne koce i poncza z mięciutkiej w dotyku wełny z alpaki. Wycieczka do Otavalo, to punkt, który każdy powinien zaliczyć, dlatego bardzo polecamy.

Kolejny jednodniowy wypad z Quito to miejscowość Mitad del Mundo (hiszp. Środek Świata). I tak właśnie jest. W tym miejscu przecina ziemię równik. Są tu dwa muzea. Jedno państwowe, które w zasadzie oprócz trzydziestometrowego monumentu z kulą ziemską na szczycie i linią narysowaną na równiku, nie ma specjalnie wiele do zaoferowania. A najlepsze jest to, że linia ta nie znajduje się całkiem na równiku. Z uwagi na błąd odkrywcy i niedokładne obliczenia wynikające z braku narzędzi pomiarowych w roku 1979. Ale... ok. 240m dalej znajduje się małe muzeum Intinan Solad Museum. Przepiękne muzeum, w którym przewodnik opowiada o kulturze i zwyczajach ekwadorskich Indian. Oprócz tego, już w miejscu rzeczywistego położenia równika, przeprowadza szereg eksperymentów bazujących na sile Coriolisa udowadniając tym samym, że równik rzeczywiście tam jest :) Warto, polecamy :)

Kolejną wycieczką był wulkan Rucu Pichinchca (4680m npm.). Niestety ulewny deszcz, gradobicie i przerażające pioruny uderzające wkoło nas, spowodowały, że na ok. 4500m zawróciliśmy. Przemoknięci do suchej nitki wróciliśmy do Hostelu grzać się i suszyć. Niestety góry bywają kapryśne, ale my się nie łamiemy :)

Kilka dni spędzonych w Quito to podróż w inny świat. Poznaliśmy tak wiele w przeciągu tak niedługiego czasu. Tyle się działo. Dużo się nauczyliśmy. Po 4 miesiącach na morzu, kolejne przeżycia zapełniły nasze serca i dusze. Czuliśmy się nieco dziko i dostosowywaliśmy do panujących zasad. Kolejne dni były coraz lepsze i lepsze.

Z Quito wyjechaliśmy do przepięknej miejscowości Baños. Miejscowość ta położona jest pomiędzy wciąż czynnym, nieustająco ziejącym dymem wulkanem Tungurahua, a rwącą z ogromną prędkością rzeką Pastaza.

Nie da się tam nudzić. To tam zaczęliśmy naszą przygodę z Chimoborazo, najwyższym szczytem Ekwadoru.

cdn...

Subskrybuje zawartość