Zmęczenie już trochę doskwiera nam w drodze. Podróż trwa dłużej, jakby czas stanął w miejscu. Minuty, niczym szybkie kroki w ciemnej uliczce zostawiają głębokie ślady błota pod nogami, za to godziny dłużą się nie do zniesienia. Czternaście miesięcy podróży niczym strzał z bicza trafia w nasze serca. Nowe wciąż doznania tłumią uderzenia, lecz łza z oka ucieka, gdy, nie możemy przestać myśleć o … kotletach ;)
Tak, tak, po tak długiej drodze nie tylko chcielibyśmy uściskać rodziny, przyjaciół, ale przez chwilę już niczego nie zmieniać. Ubrać się elegancko, założyć krawat, obcasy, garnitur, sukienkę, wziąć prysznic we własnym mieszkaniu, usiąść w wygodnej kanapie, zjeść prawdziwego kotleta schabowego, sałatkę jarzynową, kanapkę z masłem i żółtym serem, bigos z kiełbaską i gołąbki. Uwierzcie, że lista jest o wiele dłuższa, a my przed pójściem spać, wciąż ją powiększamy o śledziki, grzybki marynowane, buraczki, zupę ogórkową i polskie piwko.
Można by tak wymieniać i wymieniać. A tak naprawdę to zmęczenie troszkę przygasiło nasz zapał. Już nie podróżujemy tak szybko, zatracamy się w jednym miejscu przez trzy, cztery dni, nie biegamy po miastach niczym królik uciekający przed polującym drapieżcą, relaksujemy się przy szklance kawy w lokalnej knajpce, spędzamy więcej czasu na spacerach.
Indie - ostatni kraj naszej podróży. Jeszcze tylko przerwa na Nepal i miesięczny treking w dalekich górach, daleko od zgiełku tłumów ludzi, klaksonów pędzących samochodów, spalin uciekających z wydechów motocyklów i brudu, brudu, brudu jaki spotykamy na co dzień ostatnimi dniami.
Ktoś powiedział, że ciężki kraj wybraliśmy sobie na koniec naszej podróży. I teraz wiemy już co miał na myśli. Długie trasy pokonywane w niewygodnych i brudnych wagonach, huczących i zapchanych autobusach, zgiełk i hałas na ulicach, borykanie się z wyborem miejsc noclegowych, które w naszym budżecie, czasem nie grzeszą czystością i wygodą, powoduje że męczymy się troszkę, pomimo mieniących się kolorów hinduskich ubiorów, ciekawych zapachów przypraw oraz jakże innych smaków ichniejszych potraw. Gdyby zaczynać podróż od Indii, byłoby pewnie inaczej, odbiór nie byłby tak surowy, a doznania pewnie zapamiętane ciekawiej i obficiej.
Indie będziemy musieli przetrawić po powrocie. Faktem jest, że jest tu inaczej, inaczej niż w każdym poprzednim miejscu gdzie byliśmy. Cały ten rwetes, mieszanka pięknych kolorów, tajemniczych miejsc, zmieniających się widoków, hałasu ulicy, wąskich uliczek sprawia, że mamy mieszane uczucia, jednego dnia bardzo wszystko się podoba, innego doprowadza do szału. Jedno jest pewne, że powinno się to zobaczyć i poczuć, wyrobić sobie zdanie samemu, bo opinii o Indiach jest tyle, ile osób je odwiedzających.
Kalkuta - szok kulturowy po roku podróżowania
Bodhgaya - duchowo wśród mnichów i pielgrzymów

Varanasi - powrót wiary w Indie, kompletnie inne miejsce na ziemi

Khajuraho - świątynie, kamasutra i festiwal tańca

Ellora - skalne świątynie

Mumbai - normalne miasto

Udaipur - relaks i spokój wśród zgiełku klaksonów i ośmiorniczka James'a Bonda